2012-01-27 21:53:31
Tiamat - "Whatever that hurts"


skomentuj (0)


2012-01-22 22:06:50
skończyłem trzydzieści lat
i jak tylko to do mnie dotrze spróbuję nauczyć się z tym żyć.

skomentuj (6)

2012-01-20 22:39:58
koniec odliczania
Paranoiczne przeczucia nie pokryły się z rzeczywistością. Ocenę otrzymałem zgodnie z potrzebami i osiągnięciami. O dziwo też, nie nasłuchałem się zbyt dużo na swój temat. A od lutego zaczyna się migracja do nowego działu. Póki co na pół etatu. Tymczasem pracy jest tyle, że nie wiadomo za co się zabrać, a w dodatku wkrótce rusza kolejny audyt.

skomentuj (1)

2012-01-18 21:55:23
pocztówka z urlopu cz. II
Od samego początku Paryż mnie onieśmielał. Nic dziwnego, skoro wcześniej jakoś trafiałem do krajów w których byłem w stanie się porozumieć. Tymczasem wszystko wskazywało na to, że żaden ze znanych języków nie będzie przydatny. Jak się okazało nie wziąłem pod uwagę jeszcze jednej przeszkody - chaosu.

Dłuższą chwilę stałem przy taśmie, oczekując na pojawienie się mojego bagażu. W międzyczasie patrzyłem na wypadające luzem elementy walizek i zastanawiałem się w jakim stanie będzie mój plecak. Obawy były bezzasadne bo nic nie uległo uszkodzeniu. Pozostało zatem znaleźć peron. I tu zaczęły się schody, bo wszystkie drogowskazy prowadziły do "shuttle bus", podczas gdy mnie interesowały pociągi do miasta. Na szczęście obsługa posługiwała się angielskim i oświeciła mnie, że shuttle bus dowiezie mnie do terminalu z którego odjeżdżają pociągi.

Faktycznie tak się stało. Niestety, zapomnieli wspomnieć że automat biletowy akceptuje karty i monety, lecz niekoniecznie banknoty. A tak się jakoś złożyło, że nie dysponowałem taką ilością bilonu. Z pomocą przyszedł tubylec, który za dopłatą 90 centów odsprzedał mi bilet na pociąg i łamanym angielskim pokierował na odpowiedni peron. Stamtąd po chwili ruszyłem do centrum.

Nie ukrywam, że stan wagonów mnie rozczarował i to nawet względem polskich standardów. No, ale w końcu nie przyjechałem do Paryża by podziwiać lokalny tabor. Z drugiej strony za oknem było mokro i ciemno, więc ciężko było cokolwiek podziwiać. Aż w końcu wysiadłem na Garu du Nord, zaopatrzony w opis trasy. Najtrudniej było jednak zacząć i dopiero po dłuższym błądzeniu wokół dworca udało się "złapać trop". Droga nie jest przesadnie skomplikowana, choć cały czas trzeba sprawdzać tabliczki na ścianach, by mieć pewność że wchodzi się we właściwą ulicę. W końcu udaje się dojść do celu i tu pojawia się problem.

Amerykańska ciotka zapewniała mnie, że hotel nazywa się... Montmartre. Niestety, na miejscu okazało się, że to był tylko dopisek do lokalizacji, a faktycznej nazwy hotelu nie znam. Co gorsza ciotka z matką nie odbierały telefonów, adres hotelu był niewystarczająco dokładny, a deszcz cały czas padał. W końcu udało się dodzwonić, zdobyć właściwą nazwę i móc zrzucić z siebie ciężki plecak. I ruszyć na szybki obchód okolicy. Dzięki temu pierwszy kontakt z kuchnią francuską nastąpił już w dniu przylotu. Szkoda tylko, że daniem wieczoru był hamburger z frytkami. No ale o tej porze było mi już wszystko jedno.

skomentuj (0)

2012-01-14 13:07:09
odliczanie trwa
W najbliższy czwartek dowiem się jaką ocenę przygotowała dla mnie moja przełożona. Jak na paranoika przystało, już dowiaduję się gdzie i jak będzie się można odwołać. Wprawdzie wiem, że swoją pracą zasługuję na wysoką notę, ale wiem też że w tym dziale praca się nie liczy. Liczy się to jak bardzo ktoś się podlizał szefowej. A tu (niestety) mam duże braki, a nasze kontakty opierają się na neutralnej tolerancji.

Tymczasem za 45 dni pożegnam się z tym działem na dobre. Na koniec mam tyle pracy, że nie wiem za co się zabrać. Ale konsekwentnie nie biorę nadgodzin. Zwłaszcza, że ostatnio nie mogę uskarżać się na nadmiar wolnego czasu. Ale to osobny temat.

skomentuj (3)

2012-01-12 22:50:28
pocztówka z urlopu cz. I
Końcówka tego roku przyniosła banalne odkrycie - chcąc zdążyć na autobus na lotnisko, należy wcelować w ten wcześniejszy. Spóźnienie jest bowiem gwarantowane. Przecież na pewno coś gdzieś się zawieruszyło i przypomni o sobie. Zatem jeszcze kontrolne sprawdzenie wszystkich kątów, podpięcie oświetlenia zwierzaków do zegara sterującego i wreszcie można wyjść. Dwa autobusy później jestem już na lotnisku. Jak zawsze nadanie bagażu głównego idzie płynnie, a skan bagażu podręcznego w połączeniu z kontrolą jest żenujący. Rozumiem względy bezpieczeństwa itp., ale i tak dziwnie się czuję przechodząc przez bramkę, bez butów, paska i zawartości kieszeni. (Inna sprawa, że w takich chwilach człowiek odkrywa ile przy sobie nosi rozmaitych przedmiotów.)

Widok z poczekalni nie jest szczególnie ciekawy. Bądź co bądź, nie jest to Heathrow czy inne większe lotnisko. Za to czasu jest aż nadto. Tradycyjnie zabijam go książką i muzyką. Wreszcie przychodzi pora by wsiąść do autobusu i po przejechaniu małej odległości, stanąć na płycie lotniska przy niewielkim samolocie. Wnętrze wbrew pozorom jest bardzo wygodne, zwłaszcza że nie wszystkie z 26 miejsc zostały zajęte. Jeszcze tylko szkolenie z bezpieczeństwa i wreszcie samolot rozpędza się, a ja cieszę się jak dziecko z bycia wbitym w fotel. Sam lot mija spokojnie i niestety z powodu chmur nie ma za bardzo co podziwiać. Dopiero przy lądowaniu w Danii udaje się zobaczyć kawałek morza wraz z wbitymi weń wiatrakami.

Oczekiwanie na drugą część lotu okazuje się być znacznie ciekawsze. Pracownica służby medycznej lotniska postanowiła urządzić kameralny koncert kolęd na flet boczny. Słuchaczami są jej koledzy z pracy i przypadkowi podróżni. Chłonę dźwięki i zastanawiam się co mnie czeka w stolicy Francji. Szczególnie, że instynktownie boję się tego miasta. Nic nie poradzę, że nie lubię nie znać języka kraju który odwiedzam. Tym bardziej, że o ile w Amsterdamie radziłem sobie mówiąc po angielsku, o tyle na Francuzów nie ma co liczyć. Czas mija, popołudnie umilają kolejne kolędy i znowu przychodzi pora wejścia na pokład kolejnego samolotu. Kilka godzin później wita mnie mokry paryski wieczór.

skomentuj (1)

2011-12-19 09:01:20
Pora odpocząć
Pora trochę odpocząć od pracy. Plecak spakowany, za niecałą godzinę wsiadam w autobus na lotnisko i jeszcze dziś zobaczę Paryż. Urlop minie w trybie offline, więc już teraz życzę Wam wszystkim
Zdrowych, spokojnych szczęśliwych Świąt.
Wolnych od stresu w kolejkach czy spięć z rodziną.

I jak w zeszłym roku, do życzeń dołączy się ekipa miłośników Przedwiecznego.




skomentuj (2)

Księga

Czytam:

Neil Gaiman
"Neverwhere"

H. P. Lovecraft
"The horror in the Museum"

Za mną
175049 km
w służbie PKP

22.07.2008
pierwsze okrążenie
kuli ziemskiej ;)
(40 075,704 km.

17.04.2009
drugie okrążenie
kuli ziemskiej ;)

01.08.2009
pierwsze 100,000 km.

06.12.2009
trzecie okrążenie
kuli ziemskiej ;)




design by: longing4home

kontakt: l4h@poczta.fm

stat4u