2012-05-07 21:38:47
korpodialogi
Rozmowa kolegów (K) zaczęła się od tematu mieszkania i rozwinęła się następująco:
K 1: Mogę nie mieć kibla ale muszę mieć zmywarkę
K2:  Ja mam zmywarkę, moją lewą i prawą rękę, ale coś kiepsko współpracują.
K3: Nie wiem czy wiecie, ale ja z moją niedługo biorę ślub.
K2: Ale nie wiem czy wiesz, że coś ci drogo ta zmywarka w utrzymaniu wyjdzie.
K3: To będzie wersja 2.0 z dodatkowymi funkcjami.
K2: Tak, na przykład "nie mam w co się ubrać".

skomentuj (0)


2012-05-01 07:33:51
o urokach defekacji i braku innych tematów
Tak się złożyło, ze rodzice mojego przyjaciela znają się z moją rodzicielką i wspólny wyjazd w gości nie był niczym dziwnym. Nie przewidziałem tylko jednego - skoro przyjaciel został ojcem, a rodzicielka babcią, równie dobrze mógłbym w ogóle nie jechać. Potomstwo do tego stopnia stało się tematem dominującym, że matka wcięła się w moją rozmowę na temat okularów, omawianiem oddawania moczu przez przewijanego noworodka. W powietrzu zaś krążyło pytanie "Kiedy będę miał dziecko" (czytaj: "Dlaczego Ty jeszcze nie masz dziecka?"). Poziom irytacji rósł z minuty na minutę i normalniej zrobiło się, gdy przybyła bezdzietna siostra przyjaciela, wraz ze swoim mężem. Dzięki temu temat pieluszek, raczkowania itp. został zastąpiony omawianiem szlaków górskich. Nie zmienia to faktu, że będę się musiał poważnie zastanowić przed kolejnym wspólnym wyjazdem.

A co do pytania "Kiedy będę miał dziecko", to jest to zdanie którego bardzo nie lubię. Jak na mój przewrażliwiony gust kryje się w nim ta nieszczęsna polsko-katolicka presja by się rozmnażać, ku radości swojej rodziny i obcych. Szkoda tylko, że zadający to pytanie nie przewidują odpowiedzi "a może nie chcę mieć dzieci". Zwłaszcza, że przy tym co widzę coraz bardziej mam ochotę odpuścić sobie posiadanie potomstwa. Wydaje się to bowiem być jedyną szczepionką na pieluszkowe zapalenie mózgu.



skomentuj (13)

2012-04-27 09:21:56
przerwa na reklamę
Korzystając z posiadania motoru, pobytu na Podkarpaciu i czasu wolnego po pracy, zrobiłem dwa wypady szlakiem cerkwi - oto plon.


skomentuj (0)

2012-04-27 09:18:45
pancerne kamizelki
Wyjeżdżam motorem na miasto. Mimo temperatury jadę w spodniach z podpinką, kurtce z ochraniaczami, rękawicach i w kasku. Mijam kilku kursantów na motocykl i uderza mnie pewna prawidłowość - żaden z nich nie ma na sobie żadnej ochrony poza kaskiem. Jeden kursant ma nawet koszulkę z krótkim rękawem. A sam przecież niczym się od nich nie różniłem.

Dopiero teraz zacząłem się zastanawiać skąd bierze się wiara w to, że strój ochronny nie będzie potrzebny. Może stąd, że motocykl jest lekki, a prędkość niewielka. Wiadomo, że swoje robi brak środków, bo koszt dobrego stroju przekracza koszt całego kursu. A może najzwyczajniej w świecie kursant wierzy, że pomarańczowa kamizelka z literą L ma magiczną moc i nic złego nie może się stać.

skomentuj (3)

2012-04-25 09:40:15
marzenie zrealizowane
Prześladuje mnie dziwna prawidłowość. Jeżeli chwalę się chęcią realizacji jakiegoś pomysłu, to często nic z tego nie wychodzi. Wystarczy jednak, że zrobię to po cichu wszystko się udaje. Tak było i tym razem.

O tym, że plan zakupu motocykla się skrystalizował, wiedziało kilka osób, z czego większość była bezpośrednio zaangażowana w temat. Dwie z nich zobaczyłem w sobotni poranek, jakieś 200 km od rodzinnego domu. Jedną był sprzedający, a drugą kolega - motocyklista. Oględziny były pobieżne, choćby temu że nie do końca wiedziałem na co patrzeć. Na szczęście kolega był nieco bardziej wnikliwy i pokazał mi kilka newralgicznych punktów. W końcu przyszła pora jazdy próbnej, czyli coś czego obawiałem się od samego początku.

Na szczęście przesiadka ze szkoleniowej sto dwudziestki piątki, na cięższą sześćsetkę nie była bolesna. Trochę wyżej, trochę ciężej, ale generalnie wszystko pod kontrolą. Zrobiłem kilka kółek po lokalnych drogach i wróciłem do sprzedającego. Niewiele później dwa motocykle wyjechały na krakowskie drogi. Na jednym siedział lekko spięty kierowca, w pachnących nowością ciuchach. Czyli mua.

Na dzień dobry zachwyciła mnie uprzejmość krakowskich kierowców. Nikt się nie wcinał, nie trąbił i dzięki temu pierwsze samodzielne kilometry minęły spokojnie. Na mieście zrobiliśmy sobie dłuższy postój, na załatwienie spraw kolegi i obiad. W międzyczasie ponownie spotkałem się ze sprzedającym, bo zupełnie zapomniał oddać mi kartę pojazdu a ja nawet nie wiedziałem, że o to się trzeba upomnieć.

Popołudniem ruszyliśmy w trasę. Niefortunnie pierwszy odcinek przebiegał przez autostradę, czyli ostatnie miejsce dla początkującego kierowcy. Nagle wszystkiego zrobiło się dużo. Drogi, samochodów, wiatru... Tylko prędkości nie było wystarczająco i co rusz ktoś mnie wyprzedzał. Cóż poradzić, że zwyczajnie bałem się pojechać szybciej. Dlatego wjazd na drogę krajową powitałem z ulgą. Gorzej, że w międzyczasie zaczęło się błyskać i krople deszczu pokryły szybę kasku.

Przeczekiwanie deszczu na stacji benzynowej trwało jakiś czas. Na szczęście był pod ręką termos z herbatą imbirową. Znalazły się też ręczniki do wytarcia mokrych siedzeń. Można było jechać w dalszą trasę.

Dużo by pisać o tych dwustu kilometrach. Większość czasu było za wolno, znowu padało, uświadomiłem sobie ile jeszcze nauki przede mną, ale wiedziałem jedno - podoba mi się to. I skoro marzenie o zakupie motocykla zostało zrealizowane, pora zacząć marzyć o jakiejś wyprawie.

skomentuj (2)

2012-04-17 08:48:24
nie jestem godzien...
Stałym elementem większości związków jest poznanie rodziców tej drugiej strony. Nie jest to obowiązkowa atrakcja, ale mało kiedy uda się jej uniknąć. Mi się nie udało.

Nie ukrywam, że na początku nawet chciałem bliżej poznać rodzinę swej "lubej". Choćby i temu, że sytuacja wymuszała spotkanie się u niej. To było jakiś czas temu. Na dzień dzisiejszy mam dość. Okazało się bowiem, że w ich oczach nie jestem godzien by spotykać się z ich córką. Powody są rozmaite, ale większość sprowadza się do jednego - nie jest ważne kim jestem, ale jest bardzo ważne kim nie jestem. Tak się jakoś złożyło, że nie pasuję do ich wizji przyszłego teścia. Nie jestem energiczny, obrotny i jak się ostatnio okazało w ogóle o swą wybrankę nie dbam (wtf?).

Można by rzec, że nie ma czym się przejmować, bo przecież wiąże się z nią a nie z nimi. Niby tak. Ale i tak przykro mi z tego powodu, że zostałem skreślony wyłącznie za nie pasowanie do szablonu. Szczególnie, że nic nie wskazuje na to by miało być lepiej.

p.s. (15.05.12) Kolejna wizyta nie była lepsza od poprzednich. Niechęć jest wyczuwalna na kilometr, a mi się skończyły pomysły co mogę jeszcze zrobić.

skomentuj (4)

2012-04-16 14:07:40
oswajanie przestrzeni
Jak dotąd tradycją było, że po każdej przeprowadzce na ścianach pojawiało się coś swojskiego. Kalendarz, antyramy, tkanina, maski. Tymczasem od półtora miesiąca na ścianie wisi tylko mały proporczyk a w pokoju rozbrzmiewa echo. Tłumaczę to sobie brakiem młotka i gwoździ, ale prawda jest trochę inna. Dobrze mi się tam mieszka, ale jakoś nie potrafię uznać tego miejsca za swoje. Dziwne, bo wcześniej nie miałem takich problemów. Co więcej, dalej zależy mi na ograniczeniu ilości rzeczy, tak jakby było przed- a nie po przeprowadzce. Najchętniej widziałbym siebie z jednym dużym plecakiem, tak by zawsze móc zamknąć za sobą kolejne drzwi. Może jednak coś się zmieni i w najbliższym czasie zacznę oswajać te kilkanaście metrów kwadratowych tak by choć trochę stały się "moje". Może...

skomentuj (0)

Księga

Czytam:

David L. Hough
"Motocyklista doskonały"

Weiner Eric
"Poznam sympatycznego boga"

Za mną
175049 km
w służbie PKP

22.07.2008
pierwsze okrążenie
kuli ziemskiej ;)
(40 075,704 km.

17.04.2009
drugie okrążenie
kuli ziemskiej ;)

01.08.2009
pierwsze 100,000 km.

06.12.2009
trzecie okrążenie
kuli ziemskiej ;)




design by: longing4home

kontakt: l4h@poczta.fm

stat4u